piątek, 27 maja 2016
Chyba czas powiedzieć... "cześć"
Pamiętam to uczucie doskonale.
Gdy założyłam tego bloga.
Posty pisałam w zasadzie codziennie.
Czytałam każdy komentarz.
Miałam zapał.
Nagle, coś się zepsuło.
Odeszłam.
Wróciłam.
Odeszłam.
Wróciłam
Odeszłam
I...
Nie wracam.
Chyba.
Po prostu nie mam już weny,
nie chcę już pisać o moim życiu.
Nie wiem, co napisać.
Niestety, ale te "super" czasy minęły.
Tego posta piszę w zasadzie na siłę.
Piszę go,
by się pożegnać.
Może nie koniecznie na zawsze?
Zawsze warto mieć nadzieję.
Jednak na razie,
nie będzie mnie tu.
Chciałabym podziękować, za te 6 tysięcy wyświetleń.
Dziękuję, każdemu kto choć raz wszedł na tego bloga,
przeczytał posta.
Dziękuję Anonimowym hejterom, dziękuję Clarze i Milenie, że komentowały.
Dziękuję każdemu, który tu wszedł kilka razy,
który skomentował.
Prowadzenie tego bloga sprawiało mi ogromną przyjemność.
Teraz już tak nie jest.
Dziękuję Wam i
chciałabym powiedzieć "cześć".
Ale nie ostatni raz.
Może jeszcze kiedyś, zobaczycie tu wpis.
A teraz, ta jedna z miliarda innych internetowych witryn
jest martwa.
Dziękuję Wam, że byliście ze mną.
~Marta.
poniedziałek, 16 maja 2016
Rozdział IV
Hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z już ostatnim rozdziałem...
Zrobiłam sobie grafik postów i POSTARAM się go trzymać.
A więc, bez przedłużania, zaczynamy!
Rozdzial IV
-Hej. Jestem. Mama pytała gdzie tak ciągle chodzę, muszę uważać - powiedziała lekko zdenerwowana Melody. Przez całą drogę miała wrażenie, że ktoś ją śledzi.
-Trudno... pogramy w karty? - zaśmiał się chłopak.
-Okej, ale mam pytanie.
-Tak?
-Od kiedy, i czemu zabijasz?
-Zabijam od dwóch lat. Czemu? Nie lubię ludzi. Przynajmniej większości. Zawsze byłem prześladowany. No, to teraz mają. Nie zabijam przypadkowych. Tylko tych, co mi dokuczali, dokuczają.
-Dlaczego ci dokuczają?
-Obiecujesz, że nie uciekniesz..?
-Chyba tak.. obiecuję - chłopak zdjął sobie twarz, a raczej maskę, pod którą były zwyczajne usta, zwyczajny, mały nos, na nim piegi, ale oczy... nie miał ich. Miał tak zwykłą skórę. Piękne włosy były jego. Po kilku sekundach znów założył maskę.
-Idioci. Jesteś inny, to fajne. Podoba mi się - pocieszała go dziewczyna.
-Cóż, fajnie, że nie uciekłaś.
-Ale ty widzisz, czy nie?
-Widzę. Lekarze nie wiedzą 'czym' widzę, ale widzę.
-Wow, niesamowite! Dobrze, zaczynamy partię - Melody nie przejmowała się innością przyjaciela, ale uczucie, że ktoś ją obserwuje nie minęło. I w tym momencie usłyszała otwieranie drzwi, w których stanął jej tata.
-Mam Was! - krzyknął. Alan i Melody stanęli na równe nogi.
-Tata!?
-To ty zamordowałeś tą dziewczynę. 5 tyś. dolarów jest moje, ahaha! - śmiał się ojciec. Przyjaciele nie mogli uciec. Dom nie miał okien, innych drzwi, a te jedyne zasłaniał tata Melody. Minuty mijały szybko. Ojciec dzwonił na policję, a nastolatkowie myśleli co zrobić. Ale nie można było nic zrobić. Nic. Ojciec wkońcu wyszedł na taras. Siedział na krześle.
-Uciekamy, na 3, 2, 1! - szpenął Alan i pociągnął Melody za sobą.
-O wy małe smarkacze! Ale policja już jedzie - wrzasnął ojciec i patrzył na uciekających przyjaciół.
Kiedy ci mieli już wyjść z lasu, drogę zajechały im wozy policyjne.
-Ręce do góry! Nic Wam nie zrobimy, tylko się nie ruszajcie! - krzyczeli policjanci. Nastolatkowie w sekundę zaczeli uciekać w drugą stronę.
-Alan! Muszę ci coś powiedzieć.. - krzyknęła Mely.
-Mów, ale szybko!
-Bo ja...
-No mów!
-Kocham cię... - w tym momencie chłopak stanął i popatrzył dziewczynie w oczy.
-Głuptasie, czy myślisz, że ja ciebie nie? - zaśmiał się chłopak. Niestety Melody i Alan byli otoczeni policjantami.
-Alan.. co robimy..?
-Uciekaj. Ty nic nie zrobiłaś.
-O nie... - odburknęła dziewczyna w tym momencie chłopak wyjął pistolet, pocałował dziewczynę i strzelił sobie w głowę. Melody się uśmiechnęła, i pochwili jej też już nie było.
~THE END~
A więc, to na tyle w dzisiejszym poście.
Liczę, na opinię w komentarzu! :) d
Do zobaczenia,
>Marta
niedziela, 15 maja 2016
Rozdział III
Hej.
W ostatnich dniach nie mam ochoty na pisanie. Czuję, że posty, na które ja poświęcam czas nikogo nie obchodzą. Nie jestem także obecnie w dobrej sytuacji, walnę prosto z mostu, psychicznej i nie mam siły. Nie wiem, czy będę pisać po zakończeniu opowiadania.
Szczerze? Nie zależy mi na tym blogu.
Dobra, i tak tych wypocin nikt nie przeczyta.
Rozdział III
Melody obudziło stukanie. Otworzyła oczy, rozejrzała się po pokoju, aż w oknie zobaczyła twarz Alana. Z nosa leciała mu krew. Dziewczyna migiem wstała z łóżka i pomogła chłopakowi wdrapać się do pokoju.
-Oszalałeś?! - krzyczała - Co ty tu robisz!?
-Chciałem z Tobą porozmawiać, ale jak chciałem zapukać do drzwi to zobaczyłem w domu jakiś ludzi, więc wziąłem drabinę i się wdrapałem - wymamrotał - tyle, że się trochę uderzyłem, hehe...
-Właśnie widzę. Poczekaj tu, przyniosę chusteczki - powiedziała czule dziewczyna.
Nagle chłopak zauważył na biurku kartkę. Podszedł, i przeczytał; "Drodzy redaktorzy lokalnej gazety, mam dla Was niezłego newsa. Znam chłopaka, który zabił tą dziewczynę, w lesie. Wiem, gdzie się ukrywa, mam nawet tej kryjówki zdjęcia. Pozdrawiam, Melody Hiltonery xx"...
Gdy Mely wróciła do pokoju, Alan chodził po nim nerwowo.
-Ej, miałeś siedzieć! - zaśmiała się.
-Nie odzywaj się do mnie, zdradliwa idiotko - wrzasnął chłopak.
-Co!? - w tym momencie wzrok dziewczyny skierował się na kartki.
-Jesteś przeciwko mnie!? A ja ci zaufałem. Jaki ja byłem głupi! - Alan wyjął z kieszeni nóż - dostaniesz, to na co zasłużyłaś.
-Nie, Alan, poczekaj! Pocze... - Melody nie dokończyła zdania, Alan ją ogłuszył.
Kilka godzin później Mel obudziła się w kryjówce chłopaka.
-Gdzie ja jestem? - odezwała się.
-U mnie. Musimy sobie porozmawiać, hahaha - zaczął śmiać się chłopak.
-Zgoda. Ja zacznę, okej?
-Zaczynaj.
-Alan, wiem, że teraz mi nie ufasz i chcesz mnie zabić, wiem. Ale zauważ, że ten list pisałam w piątek. Na dole jest data. Wtedy jeszcze ci nie ufałam, chciałam pomóc mediom w rozwikłaniu sprawy. Nie wysłałam go, następnego dnia zaufałam ci, uwierzyłam. Przepraszam...
-Nie chcę na Ciebie patrzeć! Nie pokazuj się tu, albo źle skończysz. Wyjdź! - wrzasnął chłopak. Melody miała łzy w oczach. Szła roztręsiona, było jej zimno, łzy spływały po jej twarzy. Nie miała butów, jej t-shirt był rozerwany. Gdy doszła do domu widziała tylko spojrzenia rodziców "haha, ale ta debilka wygląda, hahaha!".
Usiadła na środku pokoju. Zasnęła.
Następnego dnia z samego rana wyszła z domu na miasto, by się uspokoić. W kawiarni kupiła sobie herbatę i zaczęła czytać. Siedziała tak kilka godzin, aż zobaczyła, jak z lasu wychodzi Alan. Rozgląda się dookoła, aż wchodzi przez płot do jej ogrodu. Melody zostawiła na stoliku 20 dolarów, spakowała książkę do plecaka i ruszyła w stronę domu. W ogrodzie zastała Alana ustawiającego drabinę pod jej oknem.
-Alan!? - krzyknęła.
-O, hej, dobrze, że jesteś - uśmiechnął się chłopak - musisz mi pomóc.
-Zaraz, co!? Nie? Idź sobie z mojego ogrodu! Wczoraj musiałam iść kilometr na boso, w lesie, cała brudna, posiniaczona, przez Twoje widzimisię, a teraz mam ci pomóc!? O nie. Wynocha!
-Mely... przepraszam...
-Yhym. Wyjdź.
-Pomóż mi, błagam. Policja mnie ściga..
-O! Super!
-Myślałem, że mogę ci zaufać. W takim razie cześć - Melody patrzyła na odchodzącego chłopaka. Nagle coś sobie uświadomiła. Podbiegła do niego i go przytuliła.
-Przepraszam. Pomogę ci. Chodź.
-Dziękuję - odpowiedział Alan, wziął Mely za rękę i pociągnął ją do swojej kryjówki.
-Jak to się stało, że Cię ścigają?
-Mają moje zdjęcia w bazie danych, no i doszli, że to ja. Osoba która mnie znajdzie dostanie 5 tyś. dolarów.
-Musimy coś zrobić. Schowaj się tu, i tu siedź. Kupię jakieś bułki, szynkę, wodę i takie tam i będziemy tu się chować.
-Dobra.
-Ale na noc muszę wracać do siebie... - Melody poszła do sklepu. Kupiła: batoniki, wodę, herbatę, bułki, szynkę i kilka zupek błyskawicznych. Na noc wracała do siebie. Tak minął tydzień, aż rodzice zrobili się podjerzliwi.
-Melody, gdzie ty ciągle wychodzisz? - zapytała mama.
-A co cię to obchodzi? - odwarknęła Melody z sarkastycznym uśmiechem i zniknęła w drzwiach. Do kuchni zszedł ojciec.
-James, będziesz śledził tą przebiegłą lisicę. Idź za nią, już! - wrzasnęła matka.
Melody była jeszcze widoczna z progu drzwi. Rozpoczęły się jej ostatnie godziny...
Tyle z mojej strony.
Cześć.
>Marta.
sobota, 14 maja 2016
Rozdział II
Hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z drugim rozdziałem opowiadania. Teraz na szybko, bo jestem z BFF na nocowankach w hotelu i zbytnio nie mam czasu.
Bez przeciągania!
Rozdział II
Melody szła lekko wystraszona ulicą w stronę kawiarni. Była zima, więc było ciemno. Miasto tętniło życiem, pełno nastolatków kłębiło się w barach, klubach itp., ze względu na ferie.
Mel wzięła ze sobą telefon i parasol. Deszcz nie padał, zbierały się lekkie chmury, ale parasol był raczej do obrony, skoro mamy doczynienia z mordercą.
Dziewczyna w końcu weszła do kawiarni. Chłopak czekał przy stoliku. Wyglądał inaczej niż wtedy. Był dobrze ubrany, czysty, włosy były jeszcze piękniejsze niż wczoraj. To sprawiło, że Melody przestała się tak bardzo bać chłopaka.
-No cześć - powiedziała siadając.
-Hej. Ładnie wyglądasz - odpowiedział chłopak z uśmiechem na twarzy - a więc, jaki jest cel naszego spotkania?
-Pamiętasz, wtedy, w lesie... miałeś ręce ubrodzone krwią. A później, przeczytałam, że znaleziono martwą dziewczynę w lesie. W lesie... tam Cię spotkałam...
-Ehh - wykrztusił chłopak - sprytna z ciebie dziewczyna - uśmiechnął się chłopak - chodź ze mną... nie bój się...
-Okej...
Chłopak chwycił Melody za rękę i wyszli z kawiarni. Szli ulicami, aż weszli do autobusu. Był pusty, ze względu na to, że wiele osób wyjechało.
-Jak masz na imię? - zapytał chłopak.
-Melody, a ty?
-Alan. Masz piękne imię - chłopak spojrzał dziewczynie prosto w oczy, jakby coś w nich zobaczył - naprawdę ładne - zaśmiał się.
-Gdzie jedziemy?
-Do lasu. Tam, gdzie się poznaliśmy.
Po kilku minutach drogi, dotarli do lasu. Alan włączył latarkę w telefonie i prowadził Mel przez las. Nagle w krzakach coś zaszeleściło.
-To wiatr - odpowiedział chłopak, ale mimo to Melody złapała go mocno za rękę. Ten w odpowiedzi się czule uśmiechnął.
W końcu doszli do starej, drewnianej szopy.
-Tutaj mieszkam - powiedział Alan - wejdź, śmiało. Nie bój się, tu nie ma pająków - zaśmiał się.
Dom miał łóżko, kuchnię, kanapę i jakieś inne drzwi- najprawdopodobniej prowadzące do łazienki. Obydwoje usiedli na kanpie. Po chwili milczenia, Melody odezwała się.
-Alan, nie zamierzam z tym dłużej zwlekać. To ty zamordowałeś tą dziewczynę, prawda?
-Tak, to ja - powiedział szybko chłopak - boisz się mnie, prawda?
-Ale dlaczego!?
-Jestem mordercą.
-Co!? - powiedziała Melody lekko się lekko odsuwając - serio!?
-Serio. Ale błagam nie bój się mnie. Nie musisz...
-Jaaa... - jąkała się Mel - muszę to przemyśleć... - i uciekła w stronę miasta.
Następnego dnia rano rodziców Melody nadal nie było w domu. Dziewczyna myślała cały czas, o chłopaku, o tym w co się wmieszała. Myślała, czy nie zeznać przeciwko niemu, ale uznała, że nie zachowa się tak. Kiedy ta miała zanurzyć się w 'Romeo i Julii', do drzwi ktoś zapukał.
-Hej Melody - powiedział Alan.
-Co ty tu robisz? - odpowiedziała zdenerwowanym głosem Melody.
-Chcę wiedzieć, co sobie przemyślałaś.
-Alan... jesteś fajnym chłopakiem, lubię cię, ale... ja się boję. Że mi coś zrobisz, rozumiesz? Za mało cię znam, by ci ufać...
-Rozumiem. Obiecuję, że nic ci nie zrobię. Jesteś inna - powiedział czułym głosem chłopak - a teraz muszę iść. Cześć, do kiedyś - powiedział i uciekł, zaczął biec- jak się można domyślić- w stronę lasu.
Wieczorem do domu wrócili rodzice dziewczyny.
-Cześć, cześć - krzyczeli - hej Melody!
-No hej.
-Jak ci minął tydzień? Na pewno dobrze. U nas super pogoda, wyjazd fajny, za fajny, abyś z nami pojechała - powiedziała sarkastycznie matka, a ojciec się roześmiał.
-Nie macie uczuć, gnidy - odpowiedziała dziewczyna i z łzami oczach poszła do pokoju.
Usiadła na łóżku. Myślała o rodzicach. Aż w końcu ubrała się w piżamę, i poszła spać.
No, a więc ja już się z Wami żegnam i widzimy się jutro z kolejnym rozdziałem!
>Marta
piątek, 13 maja 2016
Rozdział I
Hej!
Dawno mnie tu nie było.
Cóż, zbytnio nie mam ochoty się tłumaczyć czemu. Ze względu na liczne prośby wklejam Wam opowiadanie.
Rozdział I
Dzień zaczął się normalnie.
Przez okna słońce wbijało się do pokoju, ogrzewając stopy Melody.
A właśnie! Melody to 15 letnia dziewczyna. W szkole nie za zbytnio lubiana, nie ma przyjaciół, ale także nikt jej nie dokucza. Mieszka z rodzicami, którym zależy tylko na podróżach. Córka to raczej obciążenie. Bardzo rzadko są w domu, Mely jest skazana na siebie. Tylko siebie.
Tego dnia, wstała, ubrała się, zjadła śniadanie- jednym słowem, odbyła codzienną rutynę i wyruszyła do szkoły. Miała do niej 20 minut piechotą, ale w każdy piątek jechała autobusem- wtedy zawsze rodzice dostawali pensję i zawsze podkradała sobie kilka dolarów.
Dzisiaj był czwartek, jutro miały się zacząć wakacje. Melody w tym tygodniu wstawała do szkoły z uśmiechem, odliczała dni do wakacji. 5..,4..,3...
Podczas drogi do szkoły czytała książki. Była ich miłośniczką. Szła zawsze przez las, gdzie była sama i czytała powieści, bioografie, książki historyczne...
Podczas drogi nigdy nie patrzyła pod nogi, była pewna, że jest sama. Ale tym razem było inaczej. Nagle w krzakach rozległ się szelest, ale dziewczyna była tak zaczytana, że tego nie usłyszała. Nagle wpadła na kogoś. Przewróciła się. Tajemniczy ktoś, podał jej rękę i męskim głosem powiedział; "przepraszam piękna pani", i odszedł.
Był ubrany na czarno, oprócz charakterystycznych czerwonych i długich glanów. Spodnie miał obcisłe, plecak czarny, duży i bluza odrobinę za duża, z kapturem przykrywającym oczy. Dlatego Melody nie zauważyła jego twarzy, widziała tylko pobrudzone krwią dłonie. Przez chwilę nie wiedziała co się stało. Była szokowana jego wyglądem, miała dziwne i straszne myśli. Postanowiła biec do szkoły, i w tym momencie, zorientowała się, że nie ma przy sobie książki. Wróciła się na miejsce upadku, ale tam też jej nie było. Chłopak wziął ją ze sobą. Dziewczyna doszła do szkoły spóźniona.
-Melody! Gdzie ty byłaś, dziewczyno? Już chciałam wpisać ci nieobecność - mruknęła nauczycielka od matemtyki - siadaj już i nie sprawiaj problemów.
Melody czuła, jakby chłopak z lasu (tak go nazywała) patrzył na nią. Całą lekcję czuła się nieswojo. Rozglądała się za siebie, po bokach. Na przerwie, przeglądała internet i z lokalnych wiadomości dowiedziała się, że zabito młodą dziewczynę, w lesie. Mely wyłączyła telefon. Spociła się. Nie poczuła, gdy zaczęła płakać. W jej głowie kłębiły się myśli "powiedzieć komuś? a może nie?".
Podeszła do niej Carly, jej sąsiadka. Tylko Carly wiedziała o sytuacji Melody, ale nie były przyjaciółkami.
-Hej Mel! Dawno nie gadałyśmy. Co się stało? - zapytała - Czemu płaczesz?! -
-Ja... nie mogę ci powiedzieć. Wybacz. Nie mogę powiedzieć tego nikomu... - wyjąkała dziewczyna, wzięła plecak i pobiegła do łazienki. Płakała tam. Aż zadzwonił dzwonek. Później czas minął szybko. Po lekcjach dziewczyna zdecydowała się pójść w miejsce, gdzie upadła. Szukała książki, ale nigdzie nie mogła jej znaleźć. Po kilkunastu minutach odpuściła i wróciła do domu. Zaparzyła sobie herbaty i oglądała różne seriale. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Stał w nich.. chłopak, w czarnej bluzie, czarnych spodniach, glanach..
Melody otworzyła, dygocząc.
-O co chodzi..? - zapytała.
-Pamiętasz mnie? To ze mną się dzisiaj zderzyłaś w lesie - odpowiedział.
-Tak, pamiętam... -
-Mogę wejść? - zapytał dość dziwnym głosem.
-Emm... wolałabym nie - ledwo wydusiła Melody - po co tu przyszedłeś?
-Okej, rozumiem. Jestem tu, bo chcę ci oddać książkę.
-Ah tak?! Super. Szukałam jej. Dzięki - odpowiedziała Mel, zapominając o strachu.
-Nie ma za co. No, to ja już będę szedł. I.. mnie tu nie było - powiedział tajemniczo chłopak i zaczął iść.
-Czekaj! - krzyknęła Mel i podbiegła do niego - skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? -W książce jest napisany Twój adres - uśmiechnął się chłopak.
-A, no tak. Mam do ciebie pytanie... moglibyśmy się spotkać jutro, o 17, w tej kawiarni, o tu - Melody wskazała na małą budkę, na rogu ulicy z napisem "Donut Café".
-Okej... - odpowiedział zdenerwowany chłopak, a później się uśmiechnął. Powiedział "do zobaczenia" i odszedł.
Był przystojny, miał rozczochraną, brązową czuprynę i czarne oczy.
Dobrze, a kolejne rozdziały niebawem! :)
Miłego weekendu.
>Marta.
wtorek, 26 kwietnia 2016
TOP 5 aplikacji na telefon
Planowałam napisać notkę opisującą mój lot do Niemiec, aczkolwiek z telefonu jakoś... 'to nie to samo'.
A, i oczywiście nie ustawiłam żadnych pstów na publikację, przepraszam, w piątek się nie wyrobiłam.
Dzisiaj jednak przychodzę do Was z "TOP 5 aplikacji na telefon". Do posta zainspirował mnie wpis Mai, przemyślenia-żelka-i-innych (super blog!). Zacznijmy! :)
5. Zedge
Aplikacja dodaje na telefon dzwonki, tapety i nie tylko. Dzięki niemu, mam na telefonie oryginalne dzwonki z iPhona 6 bodajże. Polecam!
4. Same Quizy
3. Instagram
Aplikacja świetna, dla maniaków fotografii! Uwielbiam wrzucać tam różne fotografie, i nie tylko. Obserwuję kilka osób, ale też przeglądam profile, oglądam zdjęcia. Bardzo lubię to robić!
2. Snapchat
Ta aplikacja jest super! Uwielbiam wysyłać moim znajomym mnie, z głupimi filtrami i nie tylko. Snap oferuje wiele różnych form ozdabiania zdjęć i można to robić godzinami! Super!
1. Gadu-Gadu (GG)
No dobrze moi drodzy, ja się z Wami żegnam. Widzimy się niebawem.
Cześć!
>Marta.
piątek, 22 kwietnia 2016
Informacje czyli wyjazd, polski, maraton i ferie
Oto pojawia się wczoraj obiecany post. Chciałabym w nim wyjaśnić kilka spraw, dlatego będzie kilka części. Zaczynamy!
- Wyjazd do Niemiec, czyli prawdopodobny brak postów: w sobotę o 6:20 mam lot do Saarbrucken (czytaj: zarbryken) na chrzest kuzynki. Później z ciocią i wujkiem jadę do Berlina, gdzie najprawdopodobniej będę mieć WI-FI, ale na wszelki wypadek ustawię kilka postów na autopublikację.
- Egzamin z Polskiego: moja nauczycielka okazała się być bardzo miła i zadała nam test z części mowy na 11 maja. Wiem, że mam dużo czasu, ale te zaimki, przypadki, przysłówki.. uh, wszystko mi się myli! Może ktoś zna jakąś stronę, gdzie to wszystko jest wytłumaczone?
- Maraton charytatywny, pomóżmy głodnym dzieciom!: moja szkoła włącza się w taką fundację, zwaną 'Course contre la Faim', w której dzieci biegną za pieniądze, które są przeznaczane na kraje, w których nie ma wystarczająco jedzenia dla dzieci i te- umierają. Dostajemy takie kartki i na nich nasi sponsorzy piszą, że za km. dostaniemy np. 6 zł i jeśli przebiegniemy 10 km. to się robi 10x6= 60 zł i tyle sponsor nam musi dać. Przebiec można od 1 km., do 10, ja postaram się tak z 8, ale nie wiem czy z moim genialnym sercem mogę (mam wadę serca, pozdrawiam).
- Ferie, jeeej: tak! Od dzisiaj do 9 maja mam ferie! :) Tak się cieszę, 16 dni bez szkoły, nauki. Uff!
>Marta.