Hej.
W ostatnich dniach nie mam ochoty na pisanie. Czuję, że posty, na które ja poświęcam czas nikogo nie obchodzą. Nie jestem także obecnie w dobrej sytuacji, walnę prosto z mostu, psychicznej i nie mam siły. Nie wiem, czy będę pisać po zakończeniu opowiadania.
Szczerze? Nie zależy mi na tym blogu.
Dobra, i tak tych wypocin nikt nie przeczyta.
Rozdział III
Melody obudziło stukanie. Otworzyła oczy, rozejrzała się po pokoju, aż w oknie zobaczyła twarz Alana. Z nosa leciała mu krew. Dziewczyna migiem wstała z łóżka i pomogła chłopakowi wdrapać się do pokoju.
-Oszalałeś?! - krzyczała - Co ty tu robisz!?
-Chciałem z Tobą porozmawiać, ale jak chciałem zapukać do drzwi to zobaczyłem w domu jakiś ludzi, więc wziąłem drabinę i się wdrapałem - wymamrotał - tyle, że się trochę uderzyłem, hehe...
-Właśnie widzę. Poczekaj tu, przyniosę chusteczki - powiedziała czule dziewczyna.
Nagle chłopak zauważył na biurku kartkę. Podszedł, i przeczytał; "Drodzy redaktorzy lokalnej gazety, mam dla Was niezłego newsa. Znam chłopaka, który zabił tą dziewczynę, w lesie. Wiem, gdzie się ukrywa, mam nawet tej kryjówki zdjęcia. Pozdrawiam, Melody Hiltonery xx"...
Gdy Mely wróciła do pokoju, Alan chodził po nim nerwowo.
-Ej, miałeś siedzieć! - zaśmiała się.
-Nie odzywaj się do mnie, zdradliwa idiotko - wrzasnął chłopak.
-Co!? - w tym momencie wzrok dziewczyny skierował się na kartki.
-Jesteś przeciwko mnie!? A ja ci zaufałem. Jaki ja byłem głupi! - Alan wyjął z kieszeni nóż - dostaniesz, to na co zasłużyłaś.
-Nie, Alan, poczekaj! Pocze... - Melody nie dokończyła zdania, Alan ją ogłuszył.
Kilka godzin później Mel obudziła się w kryjówce chłopaka.
-Gdzie ja jestem? - odezwała się.
-U mnie. Musimy sobie porozmawiać, hahaha - zaczął śmiać się chłopak.
-Zgoda. Ja zacznę, okej?
-Zaczynaj.
-Alan, wiem, że teraz mi nie ufasz i chcesz mnie zabić, wiem. Ale zauważ, że ten list pisałam w piątek. Na dole jest data. Wtedy jeszcze ci nie ufałam, chciałam pomóc mediom w rozwikłaniu sprawy. Nie wysłałam go, następnego dnia zaufałam ci, uwierzyłam. Przepraszam...
-Nie chcę na Ciebie patrzeć! Nie pokazuj się tu, albo źle skończysz. Wyjdź! - wrzasnął chłopak. Melody miała łzy w oczach. Szła roztręsiona, było jej zimno, łzy spływały po jej twarzy. Nie miała butów, jej t-shirt był rozerwany. Gdy doszła do domu widziała tylko spojrzenia rodziców "haha, ale ta debilka wygląda, hahaha!".
Usiadła na środku pokoju. Zasnęła.
Następnego dnia z samego rana wyszła z domu na miasto, by się uspokoić. W kawiarni kupiła sobie herbatę i zaczęła czytać. Siedziała tak kilka godzin, aż zobaczyła, jak z lasu wychodzi Alan. Rozgląda się dookoła, aż wchodzi przez płot do jej ogrodu. Melody zostawiła na stoliku 20 dolarów, spakowała książkę do plecaka i ruszyła w stronę domu. W ogrodzie zastała Alana ustawiającego drabinę pod jej oknem.
-Alan!? - krzyknęła.
-O, hej, dobrze, że jesteś - uśmiechnął się chłopak - musisz mi pomóc.
-Zaraz, co!? Nie? Idź sobie z mojego ogrodu! Wczoraj musiałam iść kilometr na boso, w lesie, cała brudna, posiniaczona, przez Twoje widzimisię, a teraz mam ci pomóc!? O nie. Wynocha!
-Mely... przepraszam...
-Yhym. Wyjdź.
-Pomóż mi, błagam. Policja mnie ściga..
-O! Super!
-Myślałem, że mogę ci zaufać. W takim razie cześć - Melody patrzyła na odchodzącego chłopaka. Nagle coś sobie uświadomiła. Podbiegła do niego i go przytuliła.
-Przepraszam. Pomogę ci. Chodź.
-Dziękuję - odpowiedział Alan, wziął Mely za rękę i pociągnął ją do swojej kryjówki.
-Jak to się stało, że Cię ścigają?
-Mają moje zdjęcia w bazie danych, no i doszli, że to ja. Osoba która mnie znajdzie dostanie 5 tyś. dolarów.
-Musimy coś zrobić. Schowaj się tu, i tu siedź. Kupię jakieś bułki, szynkę, wodę i takie tam i będziemy tu się chować.
-Dobra.
-Ale na noc muszę wracać do siebie... - Melody poszła do sklepu. Kupiła: batoniki, wodę, herbatę, bułki, szynkę i kilka zupek błyskawicznych. Na noc wracała do siebie. Tak minął tydzień, aż rodzice zrobili się podjerzliwi.
-Melody, gdzie ty ciągle wychodzisz? - zapytała mama.
-A co cię to obchodzi? - odwarknęła Melody z sarkastycznym uśmiechem i zniknęła w drzwiach. Do kuchni zszedł ojciec.
-James, będziesz śledził tą przebiegłą lisicę. Idź za nią, już! - wrzasnęła matka.
Melody była jeszcze widoczna z progu drzwi. Rozpoczęły się jej ostatnie godziny...
Tyle z mojej strony.
Cześć.
>Marta.
Fajne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńYhy, nikt nie chce tego czytać. Uważaj bo Ci nie uwieżę,pesymistko.
C:
UsuńMerciu, świetne opowiadanie. ♥
OdpowiedzUsuńMerciu, świetne opowiadanie. ♥
OdpowiedzUsuń