Hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z już ostatnim rozdziałem...
Zrobiłam sobie grafik postów i POSTARAM się go trzymać.
A więc, bez przedłużania, zaczynamy!
Rozdzial IV
-Hej. Jestem. Mama pytała gdzie tak ciągle chodzę, muszę uważać - powiedziała lekko zdenerwowana Melody. Przez całą drogę miała wrażenie, że ktoś ją śledzi.
-Trudno... pogramy w karty? - zaśmiał się chłopak.
-Okej, ale mam pytanie.
-Tak?
-Od kiedy, i czemu zabijasz?
-Zabijam od dwóch lat. Czemu? Nie lubię ludzi. Przynajmniej większości. Zawsze byłem prześladowany. No, to teraz mają. Nie zabijam przypadkowych. Tylko tych, co mi dokuczali, dokuczają.
-Dlaczego ci dokuczają?
-Obiecujesz, że nie uciekniesz..?
-Chyba tak.. obiecuję - chłopak zdjął sobie twarz, a raczej maskę, pod którą były zwyczajne usta, zwyczajny, mały nos, na nim piegi, ale oczy... nie miał ich. Miał tak zwykłą skórę. Piękne włosy były jego. Po kilku sekundach znów założył maskę.
-Idioci. Jesteś inny, to fajne. Podoba mi się - pocieszała go dziewczyna.
-Cóż, fajnie, że nie uciekłaś.
-Ale ty widzisz, czy nie?
-Widzę. Lekarze nie wiedzą 'czym' widzę, ale widzę.
-Wow, niesamowite! Dobrze, zaczynamy partię - Melody nie przejmowała się innością przyjaciela, ale uczucie, że ktoś ją obserwuje nie minęło. I w tym momencie usłyszała otwieranie drzwi, w których stanął jej tata.
-Mam Was! - krzyknął. Alan i Melody stanęli na równe nogi.
-Tata!?
-To ty zamordowałeś tą dziewczynę. 5 tyś. dolarów jest moje, ahaha! - śmiał się ojciec. Przyjaciele nie mogli uciec. Dom nie miał okien, innych drzwi, a te jedyne zasłaniał tata Melody. Minuty mijały szybko. Ojciec dzwonił na policję, a nastolatkowie myśleli co zrobić. Ale nie można było nic zrobić. Nic. Ojciec wkońcu wyszedł na taras. Siedział na krześle.
-Uciekamy, na 3, 2, 1! - szpenął Alan i pociągnął Melody za sobą.
-O wy małe smarkacze! Ale policja już jedzie - wrzasnął ojciec i patrzył na uciekających przyjaciół.
Kiedy ci mieli już wyjść z lasu, drogę zajechały im wozy policyjne.
-Ręce do góry! Nic Wam nie zrobimy, tylko się nie ruszajcie! - krzyczeli policjanci. Nastolatkowie w sekundę zaczeli uciekać w drugą stronę.
-Alan! Muszę ci coś powiedzieć.. - krzyknęła Mely.
-Mów, ale szybko!
-Bo ja...
-No mów!
-Kocham cię... - w tym momencie chłopak stanął i popatrzył dziewczynie w oczy.
-Głuptasie, czy myślisz, że ja ciebie nie? - zaśmiał się chłopak. Niestety Melody i Alan byli otoczeni policjantami.
-Alan.. co robimy..?
-Uciekaj. Ty nic nie zrobiłaś.
-O nie... - odburknęła dziewczyna w tym momencie chłopak wyjął pistolet, pocałował dziewczynę i strzelił sobie w głowę. Melody się uśmiechnęła, i pochwili jej też już nie było.
~THE END~
A więc, to na tyle w dzisiejszym poście.
Liczę, na opinię w komentarzu! :) d
Do zobaczenia,
>Marta
Niieeeeeee :(. Glupi ojciec materialista
OdpowiedzUsuń