Moja podróż trwała 4,5 h., czyli raczej mało skoro są to góry. Mimo to, dla mnie, była to niezła mordęga.
Na początku pisałam trochę na GG, lecz szybko mi się to znudziło i zaczęłam słuchać muzyki. Jednak to też mi się w końcu znudziło, więc odłożyłam telefon i po prostu patrzyłam za okno, aż... usnęłam. Spałabym pewnie tak długo, gdyby nie hałasy (eh, ciekawe kto je wydawał, no ciekawemój brat potfur.
Później chwilę rozmawiałam z moimi "towarzyszami" podróży, aż znowu zasnęłam. Spałam sobie, gdy nagle mama wywołała panikę w samochodzie, że... LECĄ PTAKI. TAK, DOKŁADNIE.
Ponieważ leciały ptaki mama zaczęła wrzeszczeć; "ej, paczcie, paczcie, ptaki, to oznacza wiosnę, huraaa"... nie wnikajcie...
No więc po tym zdarzeniu nie było już szans żebym usnęła, dlatego SMSowałam z Klarą *z którą się umówiłam na 22 w hotelu* i przeglądałam ulubione blogi. Jednak po około 40 min., znowu zasnęłam. I myślę, że spokojnie bym pospała do końca podróży, ale nie. Mama wywoła kolejną panikę, ponieważ mijaliśmy samochód Klary. Eh, gdzie ja się wychowałam...
21:56 MARTA WYCHODZI NA SPOTKANIE Z KLARĄ
.
.
.
22:36 MARTA WRACA
Potem, około 16:30 przyjechaliśmy do hotelu. Weszliśmy do pokoi, ja od razu włączyłam laptop i delikatnie "ogarnęłam" okolicę.
Byłam bardzo głodna, dlatego o 18 wyszliśmy na obiad. Nie był on jakoś specjalnie dobry, zjadłam mało, ale trudno.
W końcu wybrałam się z Klarą na basen. Wszystko było super aż do momentu, gdy wyszłyśmy na basen na dworze. No i oczywiście pewien idiota, zaczął we mnie rzucać śniegiem, kopać. Dostałam w twarz, klatkę piersiową, co dosyć bolało, ale no, eh, zawsze jakiś debil się trafi.
Aż o 21 wyszłam na tą "hotelową przygodę" z Klarą, niestety, mama wszystko zepsuła, bo mnie nakryła.
Moi drodzy kończę tego posta, ponieważ spis całych wakacji znajdziecie na moim drugim blogu, już 28 lutego. Tymczasem ja już idę spać, cześć!
`MARTA
Na początku pisałam trochę na GG, lecz szybko mi się to znudziło i zaczęłam słuchać muzyki. Jednak to też mi się w końcu znudziło, więc odłożyłam telefon i po prostu patrzyłam za okno, aż... usnęłam. Spałabym pewnie tak długo, gdyby nie hałasy (eh, ciekawe kto je wydawał, no ciekawe
Później chwilę rozmawiałam z moimi "towarzyszami" podróży, aż znowu zasnęłam. Spałam sobie, gdy nagle mama wywołała panikę w samochodzie, że... LECĄ PTAKI. TAK, DOKŁADNIE.
Ponieważ leciały ptaki mama zaczęła wrzeszczeć; "ej, paczcie, paczcie, ptaki, to oznacza wiosnę, huraaa"... nie wnikajcie...
No więc po tym zdarzeniu nie było już szans żebym usnęła, dlatego SMSowałam z Klarą *z którą się umówiłam na 22 w hotelu* i przeglądałam ulubione blogi. Jednak po około 40 min., znowu zasnęłam. I myślę, że spokojnie bym pospała do końca podróży, ale nie. Mama wywoła kolejną panikę, ponieważ mijaliśmy samochód Klary. Eh, gdzie ja się wychowałam...
21:56 MARTA WYCHODZI NA SPOTKANIE Z KLARĄ
.
.
.
22:36 MARTA WRACA
Potem, około 16:30 przyjechaliśmy do hotelu. Weszliśmy do pokoi, ja od razu włączyłam laptop i delikatnie "ogarnęłam" okolicę.
Byłam bardzo głodna, dlatego o 18 wyszliśmy na obiad. Nie był on jakoś specjalnie dobry, zjadłam mało, ale trudno.
W końcu wybrałam się z Klarą na basen. Wszystko było super aż do momentu, gdy wyszłyśmy na basen na dworze. No i oczywiście pewien idiota, zaczął we mnie rzucać śniegiem, kopać. Dostałam w twarz, klatkę piersiową, co dosyć bolało, ale no, eh, zawsze jakiś debil się trafi.
Aż o 21 wyszłam na tą "hotelową przygodę" z Klarą, niestety, mama wszystko zepsuła, bo mnie nakryła.
Moi drodzy kończę tego posta, ponieważ spis całych wakacji znajdziecie na moim drugim blogu, już 28 lutego. Tymczasem ja już idę spać, cześć!
`MARTA
Pierwsza!
OdpowiedzUsuńW tym spotkaniu nie było by nic dziwnego gdyby nie ******! Sama wiesz o co chodzi :D